Jak widać na zdjęciach outdoor wykracza poza wszystkie bariery.
Koszt: 50 pln – puszka farby
Copy: 0 pln – co ślina na język przyniesie
Kreacja: 150 pln – zajęcia z kaligrafii
Pamiętam jak w latach 90-tych wszędzie wisiały ogłoszenia na blaszanych tablicach, pilśniowych dyktach itd. Potem firmy outdoorowe rozpoczęły ekspansję i w tej chwili na prawdę
trudno jeszcze wcisnąć jakiś bilboard pomiędzy placem budowy a wyklejoną wielkim formatem kamienicę.
Patrząc na tego Opla już widzę oczami wyobraźni jak za parę lat ludzie
będą sobie tatuowali logosy swoich ulubionych brandów na czole…


Nowy lakier: 10.000 pln – brawo!
Marketing Charytatywny.
Wszystkie akcje, kampanie i inne inicjatywy, których celem jest „bezinteresowna” pomoc innym ludziom są zbyt poważnymi i ważnymi wyzwaniami żeby dla osiągnięcia ich szlachetnych celów nie użyć narzędzi marketingowych!
Największym doświadczeniem (oraz wyzwaniem) zawodowym w mojej dwudziestoletniej pracy w marketingu był warsztat o reklamie, który robiłem kilka lat temu dla zakonników ze zgromadzenia Ojców Pallotynów. Pełen obaw o odbiór mojego wykładu przez tak specyficzne grono słuchaczy zacząłem od okrągłych definicji… Szybko jednak okazało się, że moi słuchacze to doświadczeni pracownicy Kościoła, bywali w Świecie i otwarci na najnowsze idee, a mój warsztat był tylko jednym z pięciu, które przewidywał tygodniowy cykl „szkolenia”, tradycyjne w tym zakonie przeprowadzany każdego roku.
Szybko więc na wielkiej tablicy zaczęliśmy wspólnie analizować strategię marketingową Kościoła z takimi elementami jak: USP, analiza grup docelowych, identyfikacja wizualna, media – a nawet, o zgrozo! – Jezus Chrystus, jako produkt! Język marketingu okazał się nieobcy braciszkom Pallotynom, a ostateczny wniosek ze spotkania był następujący:
Skoro narzędzi marketingowych używają firmy szerzące konsumpcjonizm i inne formy zgorszenia i robią to z szatańska skutecznością – to dlaczego tych samych skutecznych narzędzi nie miałby stosować Kościół do szerzenia swoich szlachetnych idei !?
Polecam tę moja przygodę zawodowa wszystkim tym, którzy ciągle jeszcze maja opory przed stosowaniem skutecznych narzędzi marketingowych (reklama, PR, eventy…) w kampaniach społecznych i charytatywnych.
Większość polskich polityków i ekonomistów patrzy na gospodarkę w naszym kraju z punktu widzenia Napoleona. (Nie ma co się zresztą dziwić – żyjemy przecież w kraju, w którym jeszcze niedawno na uczelniach uczono ekonomii marksistowskiej!) Patrzenie na gospodarkę z punktu widzenia Napoleona charakteryzuje przecenianie wskaźników makroekonomicznych, a nie docenianie narzędzi marketingowych.
Współczesny polski Napoleon to m. in. Rada Polityki Pieniężnej, Rząd RP, większość posłów (poza Palikotem), pewien profesor ekonomii, który udzielił mi wywiadu i nie wiedział co to marketing, a był wicepremierem i ministrem finansów, wielu jego kolegów z uczelni… Wszyscy oni zachowują się tak jakby wierzyli, że istnieje takie wielkie POKRĘTŁO, dzięki któremu zmieniając np. stopę procentową przesuwają całą flankę swojej armii (gospodarki). Zdają się jednak zapominać, że ta flanka składa się z żywych ludzi i ich firm, a w czasie takiej operacji wiele z nich może upaść albo odnieść obrażenia.
Mimo 20 lat wolnorynkowej gospodarki w mentalności większości decydentów politycznych i gospodarczych gospodarka to bezludzka masa, którą należy kształtować z zewnątrz. (Echo scentralizowanej gospodarki?) Większość tzw. ekspertów i dziennikarzy ekonomicznych ugruntowuje ten pogląd, relacjonując z wielka pasją i zaangażowaniem sytuację na giełdzie (nie tylko warszawskiej) zaś tematy związane z sytuacja polskich małych i średnich przedsiębiorstw uznając na mało interesujące. I rzeczywiście, są one dla nich mało interesujące bo większość z nich też nie wie co to marketing i w jaki sposób narzędzia marketingowe mogłyby pomóc w rozwoju polskich firm – a przez to bardzo skutecznie przyczyniać się do wzrostu całej gospodarki.
Porównanie do na Napoleona jest zresztą nie najlepsze z tego powodu, że dbał on o swoich żołnierzy, za co był uwielbiany i przeszedł do legendy. Napoleon wiedział, że aby skutecznie manewrować flankami w czasie bitwy należy mieć dobrze wyszkolonych i dobrze wyposażonych i uzbrojonych szeregowych, sierżantów, poruczników…
Rząd, który chce liczyć na sukces, musi zrozumieć, że dobrych wyników w gospodarce nie da się wyczarować pokręcając nawet największym POKRĘTŁEM, które – w rękach nawet najbardziej utytułowanych profesorów ekonomii – będzie przesuwało się opornie! Najlepszym „smarem” dla gospodarki są sprawne, dobrze wyposażone w wiedzę marketingową małe i średnie przedsiębiorstwa.
Drodzy Napoleonowie, zadbajcie o wyposażenie i uzbrojenie Waszych żołnierzy a zauważycie, że Wasze POKRĘTŁO daje się przesuwać z dużo mniejszym trudem!
…czyli od tyłu. American Apparel – marka, która nie boi się niczego i uwielbia szokować. Marka znana ze współpracy z Terrym Richardsonem czy gwiazdami filmów porno… więc dziedzictwo zobowiązuje. Marketingowcy wiedzą, że tematy poruszane przez AA są bardzo chwytliwie, więc czemu nie wykorzystać możliwości wirusowych Facebooka. W ten sposób, powstała jakże miła kampania na najlepszą pupę – oczywiście w majtkach American Apparel.
Jest co oglądać, jest czym się chwalić, jest o czym gadać – idealne na wirus.
http://www.facebook.com/album.php?aid=27416&id=5677674978
Czy taka konstrukcja jak wirtualny strajk brzmi abstrakcyjnie? Na pewno tak, a jednak, może odnieść spory sukes i przynieść nawet nagrodę i to dla niejednej agencji. Miejscem akcji tego wirtualnego dramatu stała się jakże spokojna i zapomniana przez wszystkich Belgia. Jak jeden mąż wszystkie belgijskie agencje interaktywne zaprotestowały przeciwko niesprawiedliwym praktykom przetargowym. Przez 7 kolejnych dni online ma pozostać offline. Niby nic się nie dzieje, a i tak jest co oglądać.
http://www.ogilvy.be/