Tym razem krótko i treściwie. Kolejna akcja tym razem w moim stylu – czyli niby amatorka kilka sprzętów sklejonych z platiku i ze styropianu a jednak zakończenie na miarę efektów obliczeniowych Deep Blue! Może zrobimy z tego roadshow na licencji. Szukam sponsora… zbrojeniówka?
Ostatnio w reklamie chodzi o to, żeby nie była postrzegana jako reklama. W końcu “nikt ich nie ogląda”, bądź “na nikogo one nie działają”. Ma być więc naturalnie, swobodnie i na luzie… ale pamiętajmy o tzw. teorii reaktancji – jak tylko czujemy nacisk lub odkryjemy manipulację nasze zachowanie ukierunkuje się w przeciwnym kierunku niż zamierzony.
Z tym wstępem zapraszam do obejrzenie akcji wirusowej Coca-Coli. Pierwsze myśli – genialne!!! Z biegiem akcji nagle zaczęły pojawiać się pytania – czemu nikt nie zwraca uwagę na kamerę, skąd te wszystkie gadżety itp. No i ten koniec!!!!! Mogło być tak pięknie.
Aha! Przyszła mi też do głowy pewna kampania – znajdź sobie lepszą pracę… może to jakaś podpowiedź dla Pepsi.
Gdzie są granice cwaniactwa w przekazie reklamowym? Nie dziwmy się potem, my – ludzie marketingu i sprzedaży, że postrzega się nas jak naciągaczy i oszustów…
Lektor czyta: – Do wygrania nie jeden luksusowy samochód marki BMW. Okazuje się, że nie jeden tylko aż dwa. Co przeszkadzało powiedzieć: – Do wygrania dwa luksusowe samochody marki BMW.
W grudniu uczestniczyłem w konferencji o wdzięcznym temacie : “Społeczna Odpowiedzialność Biznesu – internet jako przestrzeń działań CSR”. Konferencję organizowały gazeta.pl oraz Grupa telekomunikacja Polska (coraz bardziej podziwiam aktywność tej korporacji… jeszcze trochę i będę jej fanem, bo uwierzę, że zarządzają nią profesjonalni managerowie). ((W nawiasie – przed chwilą – chciałem napisać: …”jeszcze trochę i będę jej fanem, bo uwierzę, szczere intencje Grupy TP”, ale ugryzłem się w język, bo takie emocjonalne podejście do CSR sam najbardziej krytykowałem w czasie tej konferencji!))
Najbardziej istotne zdanie, które padło już w pierwszej prezentacji pani Mirelli Panek-Owsiańskiej z Forum Odpowiedzialnego Biznesu, brzmiało: CSR to nie filantropia! Niby proste i oczywiste zdanie, a ciągle trudne do zrozumienia – nawet przez profesjonalistów od PR i komunikacji marketingowej (której PR jest częścią☺) – mniej bowiem dziwię się zwykłym dziennikarzom, którzy przecież wcale nie wstydzą się, że nie znają się na marketingu w ogóle. Oni patrzą na działania CSR firm z wielką podejrzliwością, bo chyba trudno im uwierzyć, że można budować wiarygodność i reputacje swojej firmy wydając pieniądze na cele społeczne.
Ja się temu nie tylko nie dziwię, ale wręcz uważam, że bardzo podejrzane są działania przedsiębiorców i firm, które wydając pieniądze na ekologię i organizacje charytatywne nie chcą rozgłosu.
CSR jest częścią marketingu (rozumianego jako filozofia biznesu), i jako narzędzie marketingowe może bardzo skutecznie służyć celom sprzedażowym firmy oraz mieszkańcom i otoczeniu, w którym się ona znajduje
Muszę się tym pochwalić mimo, że wiem, że to kryptoreklama :
Niewiele jest miejsc w Warszawie, gdzie można zjeść śniadanie biznesowi. Blue Cactus jest właśnie takim wyjątkiem. Od dłuższego już czasu pracownicy Briefu i nasi przyjaciele jesteśmy rano stałymi gośćmi tej restauracji. Miło i efekt(y/o)wnie spotkać się już od ósmej i pogadać o biznesie…
Przez cały luty Blue Cactus serwuje specjalne dania wymyślone przez kucharza wraz z działem marketingu Briefu. Wszyscy najedzeni otrzymają za darmo grudniowe wydanie Briefu.