Marketing Charytatywny.
Wszystkie akcje, kampanie i inne inicjatywy, których celem jest „bezinteresowna” pomoc innym ludziom są zbyt poważnymi i ważnymi wyzwaniami żeby dla osiągnięcia ich szlachetnych celów nie użyć narzędzi marketingowych!
Największym doświadczeniem (oraz wyzwaniem) zawodowym w mojej dwudziestoletniej pracy w marketingu był warsztat o reklamie, który robiłem kilka lat temu dla zakonników ze zgromadzenia Ojców Pallotynów. Pełen obaw o odbiór mojego wykładu przez tak specyficzne grono słuchaczy zacząłem od okrągłych definicji… Szybko jednak okazało się, że moi słuchacze to doświadczeni pracownicy Kościoła, bywali w Świecie i otwarci na najnowsze idee, a mój warsztat był tylko jednym z pięciu, które przewidywał tygodniowy cykl „szkolenia”, tradycyjne w tym zakonie przeprowadzany każdego roku.
Szybko więc na wielkiej tablicy zaczęliśmy wspólnie analizować strategię marketingową Kościoła z takimi elementami jak: USP, analiza grup docelowych, identyfikacja wizualna, media – a nawet, o zgrozo! – Jezus Chrystus, jako produkt! Język marketingu okazał się nieobcy braciszkom Pallotynom, a ostateczny wniosek ze spotkania był następujący:
Skoro narzędzi marketingowych używają firmy szerzące konsumpcjonizm i inne formy zgorszenia i robią to z szatańska skutecznością – to dlaczego tych samych skutecznych narzędzi nie miałby stosować Kościół do szerzenia swoich szlachetnych idei !?
Polecam tę moja przygodę zawodowa wszystkim tym, którzy ciągle jeszcze maja opory przed stosowaniem skutecznych narzędzi marketingowych (reklama, PR, eventy…) w kampaniach społecznych i charytatywnych.
Większość polskich polityków i ekonomistów patrzy na gospodarkę w naszym kraju z punktu widzenia Napoleona. (Nie ma co się zresztą dziwić – żyjemy przecież w kraju, w którym jeszcze niedawno na uczelniach uczono ekonomii marksistowskiej!) Patrzenie na gospodarkę z punktu widzenia Napoleona charakteryzuje przecenianie wskaźników makroekonomicznych, a nie docenianie narzędzi marketingowych.
Współczesny polski Napoleon to m. in. Rada Polityki Pieniężnej, Rząd RP, większość posłów (poza Palikotem), pewien profesor ekonomii, który udzielił mi wywiadu i nie wiedział co to marketing, a był wicepremierem i ministrem finansów, wielu jego kolegów z uczelni… Wszyscy oni zachowują się tak jakby wierzyli, że istnieje takie wielkie POKRĘTŁO, dzięki któremu zmieniając np. stopę procentową przesuwają całą flankę swojej armii (gospodarki). Zdają się jednak zapominać, że ta flanka składa się z żywych ludzi i ich firm, a w czasie takiej operacji wiele z nich może upaść albo odnieść obrażenia.
Mimo 20 lat wolnorynkowej gospodarki w mentalności większości decydentów politycznych i gospodarczych gospodarka to bezludzka masa, którą należy kształtować z zewnątrz. (Echo scentralizowanej gospodarki?) Większość tzw. ekspertów i dziennikarzy ekonomicznych ugruntowuje ten pogląd, relacjonując z wielka pasją i zaangażowaniem sytuację na giełdzie (nie tylko warszawskiej) zaś tematy związane z sytuacja polskich małych i średnich przedsiębiorstw uznając na mało interesujące. I rzeczywiście, są one dla nich mało interesujące bo większość z nich też nie wie co to marketing i w jaki sposób narzędzia marketingowe mogłyby pomóc w rozwoju polskich firm – a przez to bardzo skutecznie przyczyniać się do wzrostu całej gospodarki.
Porównanie do na Napoleona jest zresztą nie najlepsze z tego powodu, że dbał on o swoich żołnierzy, za co był uwielbiany i przeszedł do legendy. Napoleon wiedział, że aby skutecznie manewrować flankami w czasie bitwy należy mieć dobrze wyszkolonych i dobrze wyposażonych i uzbrojonych szeregowych, sierżantów, poruczników…
Rząd, który chce liczyć na sukces, musi zrozumieć, że dobrych wyników w gospodarce nie da się wyczarować pokręcając nawet największym POKRĘTŁEM, które – w rękach nawet najbardziej utytułowanych profesorów ekonomii – będzie przesuwało się opornie! Najlepszym „smarem” dla gospodarki są sprawne, dobrze wyposażone w wiedzę marketingową małe i średnie przedsiębiorstwa.
Drodzy Napoleonowie, zadbajcie o wyposażenie i uzbrojenie Waszych żołnierzy a zauważycie, że Wasze POKRĘTŁO daje się przesuwać z dużo mniejszym trudem!
Gdzie są granice cwaniactwa w przekazie reklamowym? Nie dziwmy się potem, my – ludzie marketingu i sprzedaży, że postrzega się nas jak naciągaczy i oszustów…
Lektor czyta: – Do wygrania nie jeden luksusowy samochód marki BMW. Okazuje się, że nie jeden tylko aż dwa. Co przeszkadzało powiedzieć: – Do wygrania dwa luksusowe samochody marki BMW.
Cwaniaczyna z tego copirajterka, oj cwaniaczyna!
W grudniu uczestniczyłem w konferencji o wdzięcznym temacie : “Społeczna Odpowiedzialność Biznesu – internet jako przestrzeń działań CSR”. Konferencję organizowały gazeta.pl oraz Grupa telekomunikacja Polska (coraz bardziej podziwiam aktywność tej korporacji… jeszcze trochę i będę jej fanem, bo uwierzę, że zarządzają nią profesjonalni managerowie). ((W nawiasie – przed chwilą – chciałem napisać: …”jeszcze trochę i będę jej fanem, bo uwierzę, szczere intencje Grupy TP”, ale ugryzłem się w język, bo takie emocjonalne podejście do CSR sam najbardziej krytykowałem w czasie tej konferencji!))

Najbardziej istotne zdanie, które padło już w pierwszej prezentacji pani Mirelli Panek-Owsiańskiej z Forum Odpowiedzialnego Biznesu, brzmiało: CSR to nie filantropia! Niby proste i oczywiste zdanie, a ciągle trudne do zrozumienia – nawet przez profesjonalistów od PR i komunikacji marketingowej (której PR jest częścią☺) – mniej bowiem dziwię się zwykłym dziennikarzom, którzy przecież wcale nie wstydzą się, że nie znają się na marketingu w ogóle. Oni patrzą na działania CSR firm z wielką podejrzliwością, bo chyba trudno im uwierzyć, że można budować wiarygodność i reputacje swojej firmy wydając pieniądze na cele społeczne.
Ja się temu nie tylko nie dziwię, ale wręcz uważam, że bardzo podejrzane są działania przedsiębiorców i firm, które wydając pieniądze na ekologię i organizacje charytatywne nie chcą rozgłosu.
CSR jest częścią marketingu (rozumianego jako filozofia biznesu), i jako narzędzie marketingowe może bardzo skutecznie służyć celom sprzedażowym firmy oraz mieszkańcom i otoczeniu, w którym się ona znajduje
Muszę się tym pochwalić mimo, że wiem, że to kryptoreklama :
Niewiele jest miejsc w Warszawie, gdzie można zjeść śniadanie biznesowi. Blue Cactus jest właśnie takim wyjątkiem. Od dłuższego już czasu pracownicy Briefu i nasi przyjaciele jesteśmy rano stałymi gośćmi tej restauracji. Miło i efekt(y/o)wnie spotkać się już od ósmej i pogadać o biznesie…
Przez cały luty Blue Cactus serwuje specjalne dania wymyślone przez kucharza wraz z działem marketingu Briefu. Wszyscy najedzeni otrzymają za darmo grudniowe wydanie Briefu.
Zapraszam ☺
